Pikawa 2

Rano serce kołatało nadal. Pierwsza myśl, strzelę serię ćwiczeń na kręgosłup, zmęczę się, pikawa zacznie walić szybciej to może się ustabilizuje. Będzie pukać szybciej ale równiej. Druga myśl, ledwo wstałem z łóżka, nie mam siły ustać na nogach, nie dam rady ćwiczyć. W sumie nawet nie mam siły iść do pracy. Rowerem też nie dam rady. Samochodu nie mam. Dobra, ktoś mnie zawiezie.
W pracy poinformowałem, że bardzo źle się czuję i że spadam do lekarza.

W przychodni jak zwykle tłum ludzi. Zająłem kolejkę i w między czasie wzięli mnie na EKG. Pielęgniarka spojrzała na wydruk EKG i poszła z nim do lekarza. Po chwili wyszła i oznajmiła innym pacjentom, że ja mam wejść bez kolejki. Jedna starsza pani oczywiście się lekko oburzyła, że niby po znajomości sobie wejściówkę załatwiłem. A pielęgniarka do niej grzecznie lecz stanowczo:
Ja nie pytam się, czy pani przepuści tego pana, tylko oznajmiam, że ten pan ma TERAZ wejść. Lekarz zdecydował, że nie może czekać.” Po chwili wszedłem do gabinetu.
To się porobiło. Ma pan migotanie przedsionków. Tu już nie ma żartów. Nie jest dobrze. Zaraz ktoś zawiezie pana do szpitala. W takim stanie nie mogę pana wypuścić do domu. – powiedział lekarz.
Czułem się tak słaby, że nawet nie protestowałem.

W szpitalu jakieś papiery, wywiad z lekarzem, przebranie się i zawieźli mnie do sali potocznie zwaną przez personel szpitala eRką. Podłączyli mnie pod komputer, zainstalowali wenflon, pobrali krew, podpięli kroplówkę i jakąś pompę. Pikawa nadal pracowała nierówno, nierytmicznie, szybciej, wolnej, pauza, no chaos totalny. Dźwięk wydobywający się z komputera monitorującego pracę mojej pikawy bardzo mnie wkurwiał. Słysząc jak nierytmicznie pracuje tylko bardziej się wkurwiałem. Minęło kilka godzin i wszystko co we mnie wpompowali nie pomogło. Nadal arytmia. Zdecydowali, że mnie „strzelą”.
– Czemu chcecie mnie zastrzelić? O co chodzi?
– Kardiowersja czyli wyrównanie pracy serca za pomocą prądu.
– Prądem? Nas, bohaterów prądem?
– Spokojnie, to będzie w pełnym znieczuleniu, będzie pan spał i nic nie będzie czuł.

No i tego się właśnie bałem najbardziej. Nigdy w życiu nie zemdlałem, nie straciłem przytomności, a teraz zostanę na siłę uśpiony. A jak mi się spodoba ten sen tak bardzo, że nie będę chciał się obudzić, że nie będę chciał z niego wyjść? A co jak w tym śnie zobaczę tamtą stronę? Czy to zaora bardziej moją chorą banię? A co jak zobaczę coś strasznego, znajdę się w jakimś strasznym świecie i już z niego się nie wydostanę. Byłem przerażony.

Po jakimś czasie zjawił się mój kuzyn z narzeczoną. Oboje są lekarzami. Bardzo mnie podnieśli na duchu, uspokoili i wszystko wytłumaczyli. Naprawdę są kochani i bezinteresowni. Zawsze możemy na nich polegać, zawsze pomogą. Wspaniali ludzie. Nie wiem czy z żonką zdołamy się im kiedyś odwdzięczyć, za wszystko co dla nas robią.

Przyszedł czas zabiegu. Fajna pani doktor oznajmiła, że najpierw strzelimy pana obok, a potem mnie. Niby był parawan, niby nie widziałem, ale to było jak teatrzyk cieni. Jak go strzelali to ciało podskoczyło bezwładnie jak na filmach. Moja kolej. Znieczulenie zaczęło działać. Helikopter w bani. Zamykam oczy.
– Kręci mi się w głowie i nie mam siły otworzyć oczu. Mam z tym nie walczyć?
– Nie walczyć, proszę się temu poddać.
– Ale będziecie wiedzieć kiedy odlecę? Bo teraz mam zamknięte oczy, ale jestem świadomy, więc nie strzelajcie do mnie jeszcze. Zaczekajcie. Będziecie wiedzieli, kiedy stracę świadomość, mimo, że mam zamknięte oczy?
– Tak, spokojnie, będziemy wiedzieli … … wstajemy, już po wszystkim.
– O ja pierdzielę jaka ulga. Jak miło słyszeć z tego komputera rytmiczne bicie serca. Nie mam siły otworzyć oczu, ale czuję się dużo lepiej. Długo spałem?
– 7 minut.
– To krótko. A wydawało mi się tak długo. Chyba coś mi się śniło, ale nie pamiętam. Nie mam siły otworzyć oczu.
– Proszę odpoczywać, nie wstawać, nie jeść, nie pić. Jeszcze jakiś czas będziecie dochodzić do siebie. Pan szybciej kontaktuje niż kolega obok, ale każdy inaczej reaguje. Proszę odpoczywać.

Po jakimś czasie miałem już siłę otworzyć oczy. Czułem się całkiem dobrze. Uniosłem trochę głowę i o kurwa jaki ból w klacie! Nie wewnętrzny, to coś z zewnątrz, jakby mnie koń kopnął. To pewnie od tego pierdolnięcia prądem. No i trochę piecze skóra, jakby była poparzona. Ale i tak lepiej się czuję.
Za jakiś czas miałem jeszcze nieprzyjemność zobaczyć zejście starszej pani z przeciwnego łóżka, rozpacz jej rodziny, zabieranie zwłok itp.
Wieczorem zostałem odłączony od aparatury i przeniesiony na salę ogólną. Zabronili chodzić, jak co to na wózku się przemieszczać. Mieli rację. Próbując iść samemu miałem helikopter we łbie i każdy ruch jakoś bardzo mnie męczył. Spać, chcę spać.

This entry was posted in . Tagged .

Może Ci się spodobać...

Twój e-mail nie zostanie opublikowany. Pola nazw i adresy e-mail są wymagane

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.